Co zaś tyczy się wymagań, jakie banki - wszystkie, bez wyjątku - stawiają przed potencjalnymi kredytobiorcami, to przede wszystkim wkład własny. Banki wymagają, aby po wybraniu upatrzonego mieszkania czy domu klient pokrył część jego kosztów z własnej kieszeni. Oznacza to, że choć nie musimy zbierać całej kwoty, powiedzmy kilkuset tysięcy, to tak czy siak musimy dysponować dość znaczną sumą, która wynosi z reguły około dwudziestu procent upatrzonej inwestycji. Banki bardzo rzadko zgadzają się na udzielenie kredytu hipotecznego przy mniejszym wkładzie własnym, a nawet jeśli tak się stanie, to koszty kredytu automatycznie szybują w górę, mogąc nas bardzo niemiło zaskoczyć. A tego przecież byśmy nie chcieli. Oczywiście istnieje również opcja wniesienia wkładu własnego, który wyniesie więcej niż dwadzieścia procent - zdarzają się sytuację, w których jesteśmy w stanie pokryć nawet trzydzieści czy czterdzieści procent kosztów, co automatycznie, wedle bardzo prostej zależności, przekłada się na fakt, że ostateczny koszt kredytu będzie znacznie niższy, co jest dużo bardziej opłacalne. Na ostateczny koszt kredytu składa się w głównej mierze jego oprocentowanie - to wynosi z reguły, choć zależy to od oferty, około dwóch, trzech procent, maksymalnie pięć. Nie ma sensu rozważanie ofert, w których oprocentowanie wynosi więcej niż pięć procent, bowiem może to być bardzo niekorzystne dla naszego budżetu, stanu naszego konta, a co z tym idzie, także naszej stabilizacji.

Jeśli chodzi o pozostałe wymagania, jakie banki stawiają przed potencjalnymi kredytobiorcami, to jest to przede wszystkim zdolność kredytowa. Jeśli nie zarabiamy pieniędzy na podstawie umowy o pracę, wydaje się, że musimy się niestety pożegnać choćby z marzeniami o kredycie hipotecznym. Kolejną istotną kwestią jest historia kredytowa, która powinna być w miarę możliwości jak najbardziej czysta, aby bank nam zaufał.